Pokazywanie postów oznaczonych etykietą japanese curry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą japanese curry. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 stycznia 2021

saga o curry, część IV

 

 

1. Kostki curry innej marki 

Tym razem smak łagodny, ale w tej potrawie najwyraźniej nie widzę różnicy między ostrym a łagodnym... W każdym razie curry wychodzi jak trzeba.

 

 

 

 

2. Pasta curry

W końcu udało mi się dorwać pastę curry, czyli coś co istniało przed wynalezieniem kostek. Czyli, utrudnianie sobie życia na własne życzenie. Dodałam mąkę, grzecznie podążałam za instrukcjami - chyba - ale coś nie wyszło. Taka dziwna rzadka zupa wyszła...



 

 

 



 

3. Curry gotowiec

 

Ciekawostka - znalazłam warzywne curry gotowe, zapewne najbardziej niezdrowe, ale jednorazowo chciałam wypróbować. Podgrzewanie w opakowaniu, we wrzątku... Warzywa pokrojono nieco inaczej jak ja to zwykle robię, ale pewnie to tylko kosmetyczna różnica. Smak był dziwny, taki słodkawy, człowiek zjadł ale z zerowym entuzjazmem.





Następnym razem opiszę swoje przygody z tajskim curry, bo to zupełnie inna bajka :)










niedziela, 2 sierpnia 2020

kostki curry

Mam pewne doświadczenia z curry

http://woshibolanren.blogspot.com/2017/09/robimy-kare-czyli-curry-rice.html
http://woshibolanren.blogspot.com/2019/10/imladris-2019-konwent-spozywczy.html

Teraz kolejne podejście!













poniedziałek, 21 października 2019

Imladris 2019 - konwent... spożywczy

Miałam przyjemność być uczestniczką krakowskiego konwentu Imladris. To oczywista rzecz żeby przyrównać małopolski Kraków do elfickiego Rivendell - ludzie lubią zachwycać się Krakowem choć jak każde miejsce, ma ono swoje cienie i blaski.

Dla wielu ludzi konwentowanie to wydarzenie główne towarzyskie. Czasem pojawiają się na może jednej prejekcji a reszta czasu jest spożytkowana na piwo ze znajomymi, którzy zjechali się z okolic na konwentowanie. Dla mnie jednak w 99% jest to doświadczenie samotnicze. Indywidualny charakter konwentowania był z początku trochę przymusowy, ale z czasem zaczęłam to cenić, jako że bycie samemu zdaje się być dla mnie bardziej naturalne niż rozrywki grupowe (choć od czasu do czasu nie pogardzę dobrym towarzystwem, ot, jak ten Bilbo Baggins tolkienowski). Istotny czynnik to też brak zainteresowanych znajomych, no fakt fakt.

Dokonałam preakredytacji przez internet. Cudowna rzecz bo bardzo skraca kolejkę przy wejściu. Podobno były problemy z komputerami więc i tak było opóźnienie trochę.

W piątek był dniem wstępnym, czyli chaos i ogarnianie jak to wszystko działa. A jednak warto przyjść tego pierwszego dnia, bo dzięki temu sobota czyli DZIEŃ WŁAŚCIWY przebiegał modelowo. Niedziela to już trochę ochłapy (w większości), jak wszyscy pakują manatki, a prowadzący prelekcje (nie wszyscy) nie stawiają się na posterunku.
.

W piątek poskakałam po prelekcjach, lepszych, gorszych... Świetny był wykład mądrej pani z UJ na temat kuchni w starożytnym Rzymie (nigdy nie wiadomo co się w życiu może przydać...).

Skoczyłam na chwilę obczaić konwentowy bar Baron, ogólnie dedykowany graniu w gry. Uznałam że to może być dobre miejsce do odwiedzenia kiedy nie będzie konwentu i dużej ilości ludzi naraz. Przyjemny wystrój i duży wybór soków do piwa, tak wielu jeszcze nie widziałam. Nawet wysączyłam to jedno piwko, choć raczej szybko, bo miałam okazję zaobserwować grupę dziewcząt grających w grę polegająca na zadawaniu pytań, głośnych, przeklinająch i o zgrozo opowiadających sobie wesoło o zdradzaniu swoich facetów. Nie moje klimaty.


Sobota, zdaje się. Tutaj pan prowadził bardzo mądry wykład o naukowości w świecie Tolkiena. Mówił trochę za cicho i to był mały minus, ale ogólnie - wow.
.


Konwent idzie w trend cyfryzacji, tu - poprzez rodzaj dziwnej gry konwentowej, polegającej na wpisywaniu kodow na swoje konto. Takie rzeczy średnio mi podchodzą, zwłaszcza że trzeba zaczepiać obcych ludzi (innych uczestników) i prosić ich o kody. Oraz posiadać smarfon, i to dobry i drogi, żeby bateria nie padła od tego grania.
.



Wypróbowałam foodtracki polecane przez konwent. Zamówiłam curry - nie zachwyciło, natomiast powiem że pani sprzedawczyni była bardzo miła, że aż szkoda mi było odpowiadać na jej pytanie, tak typowe w gastronomii (czy smakowało?). No to powiedziałam jej prawdę, a ona się zmartwiła autentycznie. Być może tego typu sytuacje prowokują ludzi do sugerowania mi autyzmu.




W niedzielę miałam aktualnie wielką przyjemność uczestniczyć w warsztatach kuchni azjatyckiej prowadzonych przez TEGO OTO PANA kucharza. Ja coś tam kiedyś gotowałam, próbowałam, spolszczałam - vide moje curry - ale nie jestem kucharzem profesjonalistą. Pan przytargał mnóstwo rzeczy (i kuchenka indukcyjna, i japoński rice cooker, noże, gary i szpargały) oraz składniki spożywcze, zarówno te lokalne polskie jak i super originalne japońskie typu kostka curry. Gotował wiele potraw i robił to wyśmienicie, na zdjęciu curry które on zrobił. I to jest prawdziwe curry, pomyślałam, porównując z tamtym sobotnim.



.

....
Jako że konwent miał miejsce w szkole, człowiek miał okazję podglądnąć życie współczesnej młodzieży, propaganda picia wody z kranu w pełnej krasie.


...


,
Jeśli chodzi o marnowanie pieniędzy to zauroczyły mnie kubki od Akuma-Inn, zwłaszcza kocie RPG.
Konwentowa koszulka też podobała mi się na tyle aby ją kupić. (Copernicon 2019 był ogólnie fajniejszy niż ten krakowski konwent, ale koszulka była brzydka jak noc, więc niestety. A szkoda, bo sam przewodni motyw konwentu, tj. stworzenia magiczne był całkiem sprytny, szkoda tylko że nie zrealizowany przez lepszego rysownika).
,,


 
(nie zwracajcie uwagi na twarz ludzką tylko na koszulkę piękną)
....


Podsumowując:
"I ja tam byłem, miód i wino piłem, a co widziałem to wam opowiedziałem".

poniedziałek, 25 września 2017

robimy kare, czyli curry rice

Nadeszła pora na kolejne jedzenie z anime. Coś w miarę łatwego... (niedobrze, zaraz skończą mi się pomysły na łatwe rzeczy). Tym razem spolszczamy curry rice.

W sumie to ciekawy mix kulturalny. Ryż curry to danie oryginalnie indyjskie. Potem trafiło ono do Anglików, bo Indie były ich kolonią. A poprzez Anglików - danie trafiło do Japonii (gdzie zostało przystosowane pod lokalne gusta). A teraz spolszczamy.

to ma być coś takiego


śliczne, swojskie, podręcznikowe curry

Największy problem to brak sekretnego składnika do sosu, jakim są kostki curry. Są różne smaki tych kostek, i stopnie pikantności, niemniej te kostki odpowiednio zagęszczają sos i nadają mu brązowy kolor. W ramach alternatywy zamiast kostek zrobiłam zasmażkę/pastę curry (curry roux). Teoretycznie to zaleta (brak chemii), bo tak gotowano zanim wynaleziono kostki. W latach dwudziestych sprzedawano gotową pastę curry, a w latach pięćdziesiątych pojawiły się gotowe kostki. Z konieczności cofamy się do odległej przeszłości.

przykładowa kostka curry o smaku jabłka i miodu

Przeglądnęłam wiele przepisów, próbując dociec co jest niezbędne w robieniu curry, a co jest tylko indywidualną inwencją danego kucharzy. Ostatecznie zrobiłam curry wg poniższych proporcji; nie były doskonałe, ale teraz wiem co mogę poprawić.

SKŁADNIKI
1 szklanka surowego ryżu + woda
0,5 - 1 litr wody (tyle wody aby przykryło warzywa potem)
3 marchewki (kroić w talarki)
3 duże ziemniaki (albo ze 4 mniejsze) - kroić w kostkę
2 cebule - kroić w plastry, w miarę możliwości
2 pietruszki
250 g filetu z indyka pokrojonego w kostkę (może być dowolne mięso, albo tofu, albo w ogóle nic)
1 kostka curry - albo zasmażka curry
olej
cukier, sól, pieprz
masło, mąka, proszek curry (zasmażka)


1. Najpierw wielkie krojenie.

marchew i ziemniaki

łzy rzewne nad cebulą

indyk... opcja mięsna


i zielone

2. Na patelni usmażyć cebulę dobrze i przełożyć do garnka wielkiego. Na tej samej patelni usmażyć mięso do białości, zebrać i wrzucić do garnka. Dodać pozostałe warzywa i chwilę razem posmażyć. Potem - dodać tyle wody aby zakryło warzywa, dać mały ogień, i niech się gotuje 10-15 minut. Dosolić można, popieprzyć, wrzucić łyżeczkę cukru. Ja dorzuciłam jeszcze z tonę sproszkowanej słodkiej papryki i jeszcze więcej curry. W ramach oszustwa dorzuciłam drobiową kostkę rosołową...


3. Zasmażka. Wymyśliłam że takie proporcje są sensowne: łyżka masła, łyżka mąki, łyżka curry. Jak na taką ilość warzyw jaką miałam, pasta z 3 łyżek masła, mąki i curry była niewystarczająca. Następnym razem zrobiłabym chyba połowę większą ilość, zwłaszcza że nie możemy liczyć na pomoc chemicznych kostek.

Co do tej zasmażki: najpierw rozpuścić masło całkowicie, potem dodać mąkę i mieszać, mieszać, ze 20 minut, aż kolor będzie brązowy. Kiedy paćka będzie brązowa, dodać proszek curry, energicznie mieszać przez 30 sekund, po czym zdjąć patelnię z gazu.


curry wkracza do akcji



4. Oto nadeszła wielka chwila, dodajemy pastę curry do warzyw. Potem ma się wszystko gotować jeszcze z 10 minut. To jest też moment aby zastanowić się nad sprawą konsystencji i ostatnich przypraw. Jeśli będzie nieco za rzadkie, można rozważyć dodanie śmietany (ale trzeba pamiętać, że dodanie tego składnika sprawi, że gulasz szybciej się zepsuje).

Tutaj nastąpiło pewne odchylenie, ponieważ babcia wyrwała mi garnek aby "ratować gulasz": wrzuciła furę mąki. W skutek tego gulasz zrobił się zbyt gęsty, a kolor stał się sraczkowaty zamiast brązowego. Taka przestroga dla ludzkości.


Wracając do kwestii przypraw: to jest japońskie danie, ale danie domowe. W każdym domu robi się je odrobinę inaczej, a ludzie przyprawiają je na najdziwniejsze sposoby. Ja dodałam curry, paprykę słodką, kostkę rosołową (niedobrze, a miałam unikać chemii), cukier, sól, pieprz.


Słyszałam że ludzie dodają następujące rzeczy (ale nie wszystko jednocześnie);
- keczup albo koncentrat pomidorowy
- miód i starte jabłko
- czekolada mleczna (przed dodaniem pasty curry)
- kawa instant
- mleko albo kokosowe mleko (zamiast części wody do gotowania warzyw)
- starty czosnek (dodać do mięsa w czasie smażenia)
- sos sojowy, pod koniec gotowania
- jogurt (na samym końcu, powoli, po zdjęciu z gazu)

Ciekawostka: podobno curry jest najlepsze na trzeci dzień od zrobienia.

5. No i zostaje tylko ugotować ryż. W Japonii używa się raczej ryżu do sushi (krótkoziarnistego), a w Indiach średnio i długoziarnistego. W sumie możemy użyć dowolny ryż, a nawet jakąś dowolną kaszę. 



6. Podobno Japończycy podają do curry mały talerzyk z lokalnymi kiszonymi warzywami. Proponuję kiszone ogórki.


no i tak to wyszło; kolor niezachęcający



Natomiast powinno to wyglądać tak:
(nie ma to jak cień systemu harwardzkiego...)

Source: http://www.japanesecooking101.com/curry-and-rice-recipe/

Source: https://www.justonecookbook.com/simple-chicken-curry/