1. Kostki curry innej marki
Tym razem smak łagodny, ale w tej potrawie najwyraźniej nie widzę różnicy między ostrym a łagodnym... W każdym razie curry wychodzi jak trzeba.
2. Pasta curry
W końcu udało mi się dorwać pastę curry, czyli coś co istniało przed wynalezieniem kostek. Czyli, utrudnianie sobie życia na własne życzenie. Dodałam mąkę, grzecznie podążałam za instrukcjami - chyba - ale coś nie wyszło. Taka dziwna rzadka zupa wyszła...
3. Curry gotowiec
Ciekawostka - znalazłam warzywne curry gotowe, zapewne najbardziej niezdrowe, ale jednorazowo chciałam wypróbować. Podgrzewanie w opakowaniu, we wrzątku... Warzywa pokrojono nieco inaczej jak ja to zwykle robię, ale pewnie to tylko kosmetyczna różnica. Smak był dziwny, taki słodkawy, człowiek zjadł ale z zerowym entuzjazmem.
Następnym razem opiszę swoje przygody z tajskim curry, bo to zupełnie inna bajka :)






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz