niedziela, 10 stycznia 2021

saga o curry, część IV

 

 

1. Kostki curry innej marki 

Tym razem smak łagodny, ale w tej potrawie najwyraźniej nie widzę różnicy między ostrym a łagodnym... W każdym razie curry wychodzi jak trzeba.

 

 

 

 

2. Pasta curry

W końcu udało mi się dorwać pastę curry, czyli coś co istniało przed wynalezieniem kostek. Czyli, utrudnianie sobie życia na własne życzenie. Dodałam mąkę, grzecznie podążałam za instrukcjami - chyba - ale coś nie wyszło. Taka dziwna rzadka zupa wyszła...



 

 

 



 

3. Curry gotowiec

 

Ciekawostka - znalazłam warzywne curry gotowe, zapewne najbardziej niezdrowe, ale jednorazowo chciałam wypróbować. Podgrzewanie w opakowaniu, we wrzątku... Warzywa pokrojono nieco inaczej jak ja to zwykle robię, ale pewnie to tylko kosmetyczna różnica. Smak był dziwny, taki słodkawy, człowiek zjadł ale z zerowym entuzjazmem.





Następnym razem opiszę swoje przygody z tajskim curry, bo to zupełnie inna bajka :)










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz