Dla wielu ludzi konwentowanie to wydarzenie główne towarzyskie. Czasem pojawiają się na może jednej prejekcji a reszta czasu jest spożytkowana na piwo ze znajomymi, którzy zjechali się z okolic na konwentowanie. Dla mnie jednak w 99% jest to doświadczenie samotnicze. Indywidualny charakter konwentowania był z początku trochę przymusowy, ale z czasem zaczęłam to cenić, jako że bycie samemu zdaje się być dla mnie bardziej naturalne niż rozrywki grupowe (choć od czasu do czasu nie pogardzę dobrym towarzystwem, ot, jak ten Bilbo Baggins tolkienowski). Istotny czynnik to też brak zainteresowanych znajomych, no fakt fakt.
Dokonałam preakredytacji przez internet. Cudowna rzecz bo bardzo skraca kolejkę przy wejściu. Podobno były problemy z komputerami więc i tak było opóźnienie trochę.
W piątek był dniem wstępnym, czyli chaos i ogarnianie jak to wszystko działa. A jednak warto przyjść tego pierwszego dnia, bo dzięki temu sobota czyli DZIEŃ WŁAŚCIWY przebiegał modelowo. Niedziela to już trochę ochłapy (w większości), jak wszyscy pakują manatki, a prowadzący prelekcje (nie wszyscy) nie stawiają się na posterunku.
.
W piątek poskakałam po prelekcjach, lepszych, gorszych... Świetny był wykład mądrej pani z UJ na temat kuchni w starożytnym Rzymie (nigdy nie wiadomo co się w życiu może przydać...).
Skoczyłam na chwilę obczaić konwentowy bar Baron, ogólnie dedykowany graniu w gry. Uznałam że to może być dobre miejsce do odwiedzenia kiedy nie będzie konwentu i dużej ilości ludzi naraz. Przyjemny wystrój i duży wybór soków do piwa, tak wielu jeszcze nie widziałam. Nawet wysączyłam to jedno piwko, choć raczej szybko, bo miałam okazję zaobserwować grupę dziewcząt grających w grę polegająca na zadawaniu pytań, głośnych, przeklinająch i o zgrozo opowiadających sobie wesoło o zdradzaniu swoich facetów. Nie moje klimaty.
Sobota, zdaje się. Tutaj pan prowadził bardzo mądry wykład o naukowości w świecie Tolkiena. Mówił trochę za cicho i to był mały minus, ale ogólnie - wow.
.
Konwent idzie w trend cyfryzacji, tu - poprzez rodzaj dziwnej gry konwentowej, polegającej na wpisywaniu kodow na swoje konto. Takie rzeczy średnio mi podchodzą, zwłaszcza że trzeba zaczepiać obcych ludzi (innych uczestników) i prosić ich o kody. Oraz posiadać smarfon, i to dobry i drogi, żeby bateria nie padła od tego grania.
.
Wypróbowałam foodtracki polecane przez konwent. Zamówiłam curry - nie zachwyciło, natomiast powiem że pani sprzedawczyni była bardzo miła, że aż szkoda mi było odpowiadać na jej pytanie, tak typowe w gastronomii (czy smakowało?). No to powiedziałam jej prawdę, a ona się zmartwiła autentycznie. Być może tego typu sytuacje prowokują ludzi do sugerowania mi autyzmu.
W niedzielę miałam aktualnie wielką przyjemność uczestniczyć w warsztatach kuchni azjatyckiej prowadzonych przez TEGO OTO PANA kucharza. Ja coś tam kiedyś gotowałam, próbowałam, spolszczałam - vide moje curry - ale nie jestem kucharzem profesjonalistą. Pan przytargał mnóstwo rzeczy (i kuchenka indukcyjna, i japoński rice cooker, noże, gary i szpargały) oraz składniki spożywcze, zarówno te lokalne polskie jak i super originalne japońskie typu kostka curry. Gotował wiele potraw i robił to wyśmienicie, na zdjęciu curry które on zrobił. I to jest prawdziwe curry, pomyślałam, porównując z tamtym sobotnim.
.
....
Jako że konwent miał miejsce w szkole, człowiek miał okazję podglądnąć życie współczesnej młodzieży, propaganda picia wody z kranu w pełnej krasie.
...
,
Jeśli chodzi o marnowanie pieniędzy to zauroczyły mnie kubki od Akuma-Inn, zwłaszcza kocie RPG.
Konwentowa koszulka też podobała mi się na tyle aby ją kupić. (Copernicon 2019 był ogólnie fajniejszy niż ten krakowski konwent, ale koszulka była brzydka jak noc, więc niestety. A szkoda, bo sam przewodni motyw konwentu, tj. stworzenia magiczne był całkiem sprytny, szkoda tylko że nie zrealizowany przez lepszego rysownika).
,,
(nie zwracajcie uwagi na twarz ludzką tylko na koszulkę piękną)
....
Podsumowując:
"I ja tam byłem, miód i wino piłem, a co widziałem to wam opowiedziałem".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz