Dziś mamy przyjemność zapoznać się z mochi o smaku bulwy ube oraz słodkiego ziemniaka taro. Mochi wyglądają podobnie, tylko ube ma bardziej instenstywny kolor. Smakowo - nie widzę różnic. Niemniej, jedne i drugie smakują naprawdę dobrze.
![]() |
| po lewej - mochi ube, po prawej - mochi taro |
![]() |
| ube |
![]() |
| taro |
Pandan. Któż by pomyślał, że liście mogą być takie dobre? Choć w sumie zjadłam (dobrowolnie, z zadowoleniem) tyle pokrzyw w życiu, że nie powinnam się dziwić...
Durian to bardziej kontrowersyjna rzecz. Wiedziałam, że owoce duriana śmierdzą niebotycznie. Durian przetworzony jako nadzienie do mochi zapewne śmierdzi dużo mniej - ale dalej śmierdzi. Nawet później puste pudełko śmierdziało dalej! Ktoś powiedział że jedzenie durianu jest jak jedzenie malin w wychodku, i coś w tym jest. Smak ma coś wspólnego z maliną, ale nie do końca... taki specyficzny. Ale ten zapach! Człowiek je kilkoma zmysłami naraz. Wzrokowo okay, smakowo okay, ale węchowo - o matko...! Człowiek jak dostanie zabarwiony na niebiesko kotlet czuje, że coś nie gra. Nie ma harmonii.
[...]
Na koniec abominacja, czyli mochi o smaku bubble tea, herbaty bąbelkowej. Smakuje dość obrzydliwie, tak jakby ktoś zepsuł mochi z czerwoną fasolą (i istotnie, potem jak spojrzałam na skład, czerwona fasola jest jednym ze składników tego czegoś). Człowiek lubi eksperymentować - bez eksperymentów człowiek całe życie jadłby pierogi i schabowe - ale czasem eksperymenty są nieudane, jak ten tutaj.



















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz