sobota, 18 kwietnia 2020

idziemy na balety

Opery, teatry, balety! Dużo teraz tego jest. Na tyle dużo, że już nie polecam oglądać wszystkiego jak leci tylko dlatego, że jest za darmo, ale pora na selekcję. Ciężkie wyzwanie, ale konieczne. Bo człowiek jest ciekawy

Widziałam też, ze był jakis wernisaż online, ale nie ogarnęłam co i jak.
Byłam kiedyś na wernisażu na żywo, to pani pokazywała swoje obrazy i opowiadała o nich. Spodziewałabym się więc samotnej pani artystki co z kamerką chodzi, nagrywa siebie i swe obrazy i o nich opowiada. No ale nie?

Z wydarzeń to był Kwarantancon na Facebooku.
Miły koncept, przyjemny, lecz gdzie tu porównywać z prawdziwym konwentem, kiedy to strategicznie planuje się wycieczkę do innego miasta, transport, nocleg, kiedy człowiek to miasto zwiedza i gubi się, i znajduje się, ogląda rzeczy a wszystko zdaje się być takie ciekawe. Na konwenty chce zawsze jeździć jak się da, jako marzenia są najtrudniejsze do zrealizowania wyprawy na Nordcon nad morzem i Worldcon w USA. Łooo.


e-zwiedzenie Dworu Andrusa
E-zwiedzanie czegoś, przykuło to moją uwagę bo rzecz jasna byłam w Toruniu na konwencie, i budynek widziałam i do środka weszłam, nie zwiedzając go profesjonalnie tylko tak o.

Punktem charakterystycznym większości tych rzeczy był ograniczony czas transmisji. Biada ludziom którym internet źle chodzi z jakichkolwiek powodów...

O, koncert przykładowy widzę widzę...


balet Śpiąca królewna (Teatr Wielki - Opera Narodowa)

opera Carmen (Teatr Wielki - Opera Narodowa)
opera "Czarodziejska Góra" Pawła Mykietyna z festiwalu Malta
opera "La Traviata" (Royal Opera House) ***
opera "Parsifal" (Teatro Massimo)
opera "Wesele Figara" Mozarta (Metropolitan Opera)
opera "Walkiria" Wagnera (Wiener Staatsoper)
opera "Halka" Moniuszki (Opera Poznańska)
opera "Turandot" Pucciniego (Grand Teatre del Liceu)
opera "Czarodziejski flet" Mozarta (La Monnaie)


spektakl teatralny "Biesy" Krzysztofa Jasińskiego (Teatr Stu)
spektakl teatralny "Othello" (Teatr Bagatela)
spektakl teatralny "Tlen" Iwana Wyrypajewa (Nowy Teatr im. Witkacego w Słupsku)
"Twelfth Night" by Shakespeare (National Theatre, England)
"Frankenstein" with Benedict Cumberbatch as the creature (National Theatre, England)
"Frankenstein" with Jonny Lee Miller as the creature (National Theatre, England)
"Anthony and Cleopatra" (National Theatre, England)
"The Two Noble Kinsmen" (Shakespeare's Globe)
"A Midsummer Night's Dream" (Bridge Theatre)


musical "By Jeeves" Andrew Lloyd Webber (The Show Must Go On)

koncert Męskie Granie #wdomu Artur Rojek
koncert online Depeche Mode Party

płatny wykład online, Oskar Kaczmarek "Hashimoto - choroba tarczycy czy rozlegulowany układ odpornościowy", wersja standard 


czwartek, 16 kwietnia 2020

kryzys

Nie wiem, jak długo żyję to zawsze były czasy złe i niedobre i kryzysowe.

A teraz przyszło Wiadomo Co i prognozuje się że będzie jeszcze gorzej niż było!

Jak jedna osoba siedzi w domu, depresuje, nie pracuje to w skali świętej gospodarki nic się nie dzieje, niby, ale jak się masowo ludzi pozamyka, i zwolnienia, i bezrobocie, to nagle kryzys jest. Rzucają nam łaskawie nagrania z przedstawień teatralnych i oper, niby miło, normalnie to droga rozrywka i życie ponad stan. Ciekawe czy myślą sobie, że rzucają perły przed pospólstwo... Najlepiej jest kiedy transmisja danego dzieła kultury zbiega się z internetem który działa sobie jak chce.

Pytania:
- co będzie z moim grouponem który kupiłam w najgorszym możliwym czasie?
- co z moim biletem do teatru?
- czy miasto zwróci mi za niewykorzystany miesięczny? niee, nie oddadzą
- co z moją edukacją i rzeczami które zostawiłam w internacie? jak to będzie?
- i co dalej?
Tego się dowiemy w następnym odcinku. Kiedyś.

Tymczasem.

Co można by zrobić pożytecznego (ale ja nie robię tego akurat)
- pobawić się w jakąś terapię 4 szklanek
- rozpuszczanie kamieni
- albo odrobaczanie
- albo coś tego typu
Rzeczy zdrowotne, dużo picia i jedzenie specyficznych rzeczy, i związane z tym sensacje pokarmowe, i toaleta na żądanie. Takie rzeczy tylko teraz.
- ogarnąć tik tok jak Duda (nie, tego zrobię)
- nauczyć się streamować z twitchem i chyba OBS Studio... ale nie! bo to wymaga dobrego internetu


Jeśli coś się rozwinie, to będą to usługi online. Były i były, ale miały swoją ograniczoną grupę bardziej technicznie nastawionych odbiorców. Nie jestem programistą, ale zawsze uważałam, że jako tako ogarniam komputery.

Zatem, co odkryłam w dziedzicie technologicznej i nie tylko?
- wyrabianie dowodu online (w trakcie)
- Empik Premium (dawali to wzięłam, okazało się, że nie ma tam nic co mnie interesuje)
- Allegro Smart (zawsze wolałam nie kombinować z allegro, ale dali to jest)
- Aliexpress
- aplikacja KFC
- darmowy miesiąc na platformie streamingowej Amazon Prime (rzućcie wszystko i obejrzyjcie "Kleszcza"!)
- HBO Go - wersja polska, 7 dni próbnych; trzeba zainstalować Silverlight Microsoft
- Crunchyroll, darmowe 14 dni
- CDA premium, darmowe 14 dni
- Youtube Premium
- Spotify Premium
- Netflix
- kawa dalgona (taka moda spożywcza)
- ciąg dalszy nastąpi...?


Tymczasem co, maska dusi, rząd dziwuje, lud memuje.

niedziela, 12 stycznia 2020

current stuff 2020



Filmy
Artemis Fowl
Birds of Prey (And the Fantabulous Emancipation of One Harley Quinn)
Borat Subsequent Moviefilm
Death on the Nile
Dolittle
Extraction
Fantasy Island
Hamilton
Mulan
Project Power
Tenet
The New Mutans
The Old Guard
The Witches
To All the Boys 2
Wonder Woman 1984
无双花木兰 (Matchless Mulan)
乱魄 (Fatal Journey)




Onward
Over the Moon
Scoob!
Sonic the Hedgehog  
Soul
The Croods 2
The Willoughbys
Trolls 2 World Tour

Seriale
After Life 2nd Season
Doctor Who Season 12th
Picard 
Ragnarok 1st Season
The Mandalorian 2nd Season


Anime[...]
Haikyuu Riku vs. Kuu (Winter 2019)
Haikyuu 4th Season (Winter 2020)
Saezuru Tori wa Habatakanai
Sekaiichi Hatsukoi: Propose-hen 
Given Movie 
Otome Game no Hametsu Flag shika Nai Akuyaku Reijou ni Tensei shiteshimatta...
Kyojinzoku no Hanayome

Haikyuu, second half of 4th Season

Shingeki no Kyojin: The Final Season 
Saezuru Tori wa Habatakanai: The Clouds Gather



Książki
Andrzej Pilipiuk - Przyjaciel człowieka 
Janina Bąk - Statystycznie rzecz biorąc
[...]

Oscary 2020


1917 - 10/10
Ford v Ferrari (Le Mans '66) - 8/10
Jojo Rabbit -7/10
Joker - 10/10
Little Women - 7/10
Marriage Story 7/10
Once Upon a Time... in Hollywood - 7/10
The Irishman 5/10
(Parasite) - 8/10


Piszę z opóźnieniem dość sporym, ale tak się złożyło. Tegoroczne Oscary były dość udane pod względem filmowym, nie cierpiałam strasznie zmuszają się do oglądania li i jedynie z poczucia obowiązku. Historycznym momentem było zwycięstwo "Pasożyta", nie spodziewałam się. Dobry to był film choć nieprzyjemny. Człowiek jako pasożyt. Umysł reżysera wiedzie widza w nieoczekiwanych kierunkach, co jest trudne w obecnych czasach kiedy wszystko już było. Scena z wifi szczególnie odznaczy się ludziom w pamięci. Teraz należy się tylko bać nadciągającego serialu HBO, zangielszczonego i wydłużonego... choć może nie trzeba się bać? Czemu ja muszę być z góry taką pesymistką.

1917 - na Oscarach często widzimy filmy wojenne. II wojna, wielka wojna. Teraz jednak dla odmiany będzie to film o I wojnie światowej. I choć były całe tony filmów o tej tematyce, jest on wart obejrzenia, bo z artystycznego punktu widzenia to jest cudeńko. Sposób prowadzenia kamery, determinacja i uczucie zrezygnowania tudzież bezsensu. I bardzo piękna piosenka.

Joker - film niesuperbohaterski, film społeczny. Dużo hałasu o nic w mediach, co tylko podsyciło zainteresowanie filmem. Może to była celowa kampania reklamowa? Koniec końców jest to smutny film o smutnym człowieku co smutne życie miał. I w tym smutku jest pewne piękno.

Małe kobietki - dystrybucja tego filmu jakaś marna była, jako jedyny obejrzałam go sporo po rozdaniu nagród. Myślałam, że będzie przereklamowany, ale nawet nie. Warunek: trzeba dobrze znać książkę. Eksperymentalna nielineara narracja może zakręcić w głowie. Ponadto warto poczytać o historii powstawania powieści, bo niektóre wątki które nie miały sensu w ksiażce wzięły się z mieszania się wydawcy w proces twórczy. Taki film to feminizm w najlepszym tego słowa znaczeniu.

Trochę skłamałam z tym brakiem męczenia się. "Irlandczyk" był źródłem wielkich cierpień: oglądany po kawałku bo całości nie dało się zdzierźyć za jednym razem.


*
A Beautiful Day in the Neighbourhood - 6/10
Ad Astra - 6/10
Avengers: Endgame - 10/10
Bombshell (Gorący temat) - 6/10
Boże Ciało - 8/10
Dcera (Córka) -5/10
Dolor y gloria - 8/10
Frozen II - 8/10
Hair Love 7/10
Harriet -7/10
Honeyland (Kraina miodu) -
How to Train Your Dragon: The Hidden World - 6/10 '
J'ai perdu mon corps (Zgubiłam swoje ciało) - 3/10
Judy - 6/10
Klaus - 7/10
Kitbull - 8/10
Knives Out -7/10
Les Misérables (Nędznicy) -?
Maleficent: Mistresss of Evil - 5/10
Mémorable - 6/10
Missing Link (Praziomek) - 7/10
Richard Jewell -
Rocketman - 7/10
Star Wars: The Rise of Skywalker - 7/10
The Lighthouse - 7/10
The Lion King - 5/10
The Two Popes - 7/10
Toy Story 4 - 7/10

https://www.filmweb.pl/video/Movie+si%C4%99/Oceniamy+nominacje+do+Oscar%C3%B3w+2020-52720

Honest Trailers | The Oscars (2020)
The Avengers - Best Picture Summary 2020

niedziela, 27 października 2019

Targi Książki albo Targi Tłumów, Kraków 2019

Kolejne coś! Byłam gdzieś, robiłam coś, jakoś. Tym razem wzięłam udział w Targach Książki. Impreza trwała aż cztery dni, ja brałam udział tylko w sobotę i niedzielę.

Sobota, idę. Okazało się że dojazd zajął mi więcej czasu niż powinien, łatwy nie był, ze skomplikowaną przesiadką w przerażającym tunelu pod Rondem Czyżyńskim. Przypomniały mi się warszawskie lochy! Łatwiej byłoby ogarnąć swoje położenie gdyby wywieszono tablice z informacją o autobusach i tramwajach (wychodząc tędy, znajdziesz autobus x w kierunku xyz) - to by było super wspaniałe, ale nie ma. Może kiedyś...?

Dotarłam w końcu na przystanek końcowy, tu pojawił się problem bo komóreczka znowu odmówiła współpracy. Zaczęły się kombinacje, bo spostrzegłam pierwszą falę tłumu, i wstępnie ruszyłam za falą. Szybko jednak zorientowałam się, że nie mogę bezrefleksyjnie polegać na technice owczego tłumu, ponieważ tłumy były wszędzie, zewsząd, we wszystkich kierunkach. Dodatkowo samochody tworzyli korek, a policjanci pilnowali kierowali ruchem. Podobno kursował gdzieś farmowy bus między M1 a targami, ale ja tego cuda nigdzie nie wypatrzyłam.

Poradziłam się więc intuicji - że podążam za właściwym tłumikiem, który zmierza w to samo miejsce, i idzie poprawnie, a nie błądzi. Szczęściem głupiego, wybrałam dobry tłum i tak dotarłam na targi. Po drodze mijałam stoisko z zapiekankami, Świadków Jehowy i być może przedstawicieli innych religii z ulotkami, oraz zdawałoby się, jakiegoś nawiedzonego pana sprzedawającego własne książki. Może nie powinnam mówić że nawiedzony skoro nie czytałam... ale takie wrażenie odebrałam.

Kwestia wpuszczania ludzi była zdaje się załatwiona bardzo sprawnie, szybko to szło, a nawet nie miałam biletu kupionego z góry przez internet, tylko po staroświecku kupiłam go w kasie. Budynek jest wielki i odbywają się tu różne imprezy, że tak powiem, na przykład targi stomatologiczne (szok że istnieje cos takiego). Ogólnie dobre miejsce, ładne toalety, stołówka wyglądająca bardzo przeciętnie na górze, na dole do kupienia jakieś kawki herbatki, torby z targów, plus automat z książkami. Tyle o technikaliach.




Stoisk z książkami dużo, stoisk wiele, problem, że nie bardzo jak się temu przyjrzeć, bo fala tłumu była przeogromna. Chwilami nie wiadomo było, czy człowiek utkął w normalnym tłumie który szedł to przodu, czy już utknął przypadkowo w tłumie kolejkowym do konkretnego stoiska. Ludzie co chwila wpadający na siebie, aczkolwiek większość nie była agresywna, co się chwali. Polacy postanowili spróbować przebić Chińczyków w szlachetnej sztuce tłoczenia.







Pierwszy raz widziałam mężczyznę z dzieckiem w nosidełku. Chyba najlepsze rozwiązanie, skoro już musi się gdzieś iść z dzieckiem... choć generalnie na takie okazje niemowlaki chyba powinno się zostawiać w domu z opiekunką tudzież opiekunem. Co ciekawego tutaj będzie dla niemowlaka? Właśnie jakaś matka z wielkim wózkiem pełnym niemowlaka była z tych nieco agresywniejszych ludzi. Strategicznie to nie było mądrze pomyślane. Natomiast obecność ciut starszych dzieci miała sens z racji na stoiska z dziecięcymi książkami oraz rozrywki przygotowane specjalnie dla nich. Ludzie na wózkach inwalidzkim - to miało sens, w przeciwieństwo do wózków niemowlakowych. Jeszcze była pani z pieskiem, takim ładnym cocker spanielem. Też bez sensu, bo co tutaj jest atrakcyjnego dla psa, poza wielkim tłumem i multum bodźców? Nawiasem mówiąc, takie tłumy to dobra okazja dla kieszonkowców oraz wzajemnej wymiany zarazków. Oczywiście wiadomości przez megafon - ktoś zgubił dokumenty, ktoś zgubił dziecko. A raczej dziecko było, tylko rodzina się zgubiła, kobieta wielokrotnie czytała przez megafon żeby rodzice się zgłosili, a tu nic, czuć było narastającą furię w głosie czytającej.

Zasłyszałam od wystawców że ludzie powariowali z tymi tłumami, że rok temu tak nie było okropnie.

Było spotkanie z noblistką Tokarczuk, acz za późno się zorientowałam że choć wejście darmowe to trzeba było wejściówki pobrać. Ach. Być może to wina Nobla za te tłumy. Ludzie sobie nagle przypomnieli o kulturze czytania, albo o kulturze szpanowania tym że się czyta, w niektórych przypadkach. A właśnie właśnie, czy pan Minister Kultury zdążył już nadrobić zagłości czytelnicze? Ciekawe.

Gdzieś w międzyczasie wzięłam udział w konkursie o czytnik ebooków, napisać parę słów, i czekać na wyniki. Małe prawdopodobieństwo, ale wzięłam udział.
.

 
Rzeczy nieksiążkowe - maskotka donut, maskotka hamburger...

 

Jakieś pudełkowe cuda.
.



Ogólnie impreza mainstreamowa. Dużo religijnych rzeczy. Generalnie były stoiska oblegane potwornie, ale było też parę wiejących pustkami, np. stosiko Biblioteki Narodowej. W sumie nic dziwnego.

Generalnie jak coś kupować to gotówką. Mądrzy człowiek będzie miał zapas i nie będzie polegał na bankomacie, którego zapasy mogą się wyczerpać. Niektóre stoiska mają możliwość płatności kartą, ale to mniejszość. Jedno stoisko mnie zadziwiło pod tym względem - zostaw dane do wystawienia faktury, odejdź z książką (towarem), po paru dniach dostaniesz email z fakturą, i zapłać z domu przelewem. Pierwszy raz się spotkałam z takim czymś.

Stoisko Moleskine. O, typowy przykład płacenia za markę, pomyślałam. Co prawda wydają się się ładne i eleganckie, ale jednak, przepłacanie jest ostre.

W końcu wyczaiłam nieco bardziej swojskie klimaty. Tu małe ghetto komiksowo-mangowe, sprzedający bardzo mądrze wywiesili kartki z odpowiedziami na najczęściej zadawane pytania. Wreszcie, małe ghetto fantastyczne. Pan Ćwiek gdzieś był, ale go nie zlokalizowałam. Natomiast wpadło mi w oko spotkanie z pania Kańtoch, od której aż promienieje jakaś mądrość i inteligencja, podobnie do mojej nauczycielki anatomii. Pani związana ze Śląskim Klubem Fantastyki. Pani Kańtoch oraz Pani Której Nie Znam.

W trakcie spotkania z panią Kańtoch słychać było wielki hałas. "Porywają nas? Mamy zacząć panikować?" - zapytano. Po chwili to przeszło, spotkanie trwało dalej. Myślę teraz że to mógł być ten śmigłowiec który przyleciał po chorą panią. Dużo zdrowia!

Powrót, tramwaje pełne ludków. Jadąc czytam książeczkę na stojąco.
.

Niedziela, Targów ciąg dalszy. Obczajam bardziej optymalne połączenie tramwajowe, i zmierzam ku celowi. Mózg zarejestrował trasę, już nie muszę wspierać się tłumem, raczej inni mogą wspomóc się mną, bo idę energicznie i z pewnością siebie, tak jakoś wyjątkowo.




Idę, idę, bo o 12 jest spotkanie z czterema paniami w sprawie literatury historycznej. Panie takie niepozorne, takie normalne z wyglądu, ale jak otworzyły usta, to wypłynęły z nich ciekawe treści, ich zaangażowanie w rozmowę było bardzo duże, a dopuszczałam mozliwość że na tym spotkaniu mogą być ciepłe kluchy, ale nie, było fajnie, fajnie było.

W krótkich włosach pani Zofia Mąkosa, a na siedząco w kolejności od lewej do prawej, prawdopodobnie Magdalena Knedler, Maria Paszyńska, Sabina Waszut. Mogłam się pomylić. Nie czytałam żadnej z książek tych pań, przyznam.

Zjadłam zapiekankę i wypiłam kawę, to było bardzo przyjemne, przed terenem targów pod chmurką, w ten przyjemnie ciepły październikowy dzień. Tłumy dzisiejsze nieco mniejsze, na szczęście. Miałam dylemat czy isć na spotkanie z siostrą Anastazją czy Szczepanem Twardochem, ale okazało się że oboje tylko smarują autografy więc nic interesującego.




Być może będę miała okazję spotkać pana Twardocha na jakiś pełnowartościowym spotkaniu na jakims konwencie fantastyki w przyszłości. Może.

Zniżki jakieś były, ale książki generalnie są strasznie drogie, i typowa na targach obniżka 20% niewiele daje, choć fakt że co inne stoisko to inny system zniżkowy. Zauważyłam że u niektórych zniżki były większe w niedzielę niż w sobotę. Hm.

I wracam. Jakaś rowerzystka fuczy na mnie bez powodu, potem kłębią się ludzięta do tramwaju. Jakaś miła pani z dzieckiem z własnej inicjatywy bierze dziecko na kolana, w ten sposób ustępując miejsca czytającu. Miło z jej strony. I człowiek wraca i czyta, i czyta, aż skończył czytać, i wrócił do rzeczeywistości. W tych dojazdach skończyłam "Ostatniego jednorożca" wydanie rozszerzone.

No i tyle.

Podsumowując:
"I ja tam byłem, miód i wino piłem, a co widziałem to wam opowiedziałem".




poniedziałek, 21 października 2019

Imladris 2019 - konwent... spożywczy

Miałam przyjemność być uczestniczką krakowskiego konwentu Imladris. To oczywista rzecz żeby przyrównać małopolski Kraków do elfickiego Rivendell - ludzie lubią zachwycać się Krakowem choć jak każde miejsce, ma ono swoje cienie i blaski.

Dla wielu ludzi konwentowanie to wydarzenie główne towarzyskie. Czasem pojawiają się na może jednej prejekcji a reszta czasu jest spożytkowana na piwo ze znajomymi, którzy zjechali się z okolic na konwentowanie. Dla mnie jednak w 99% jest to doświadczenie samotnicze. Indywidualny charakter konwentowania był z początku trochę przymusowy, ale z czasem zaczęłam to cenić, jako że bycie samemu zdaje się być dla mnie bardziej naturalne niż rozrywki grupowe (choć od czasu do czasu nie pogardzę dobrym towarzystwem, ot, jak ten Bilbo Baggins tolkienowski). Istotny czynnik to też brak zainteresowanych znajomych, no fakt fakt.

Dokonałam preakredytacji przez internet. Cudowna rzecz bo bardzo skraca kolejkę przy wejściu. Podobno były problemy z komputerami więc i tak było opóźnienie trochę.

W piątek był dniem wstępnym, czyli chaos i ogarnianie jak to wszystko działa. A jednak warto przyjść tego pierwszego dnia, bo dzięki temu sobota czyli DZIEŃ WŁAŚCIWY przebiegał modelowo. Niedziela to już trochę ochłapy (w większości), jak wszyscy pakują manatki, a prowadzący prelekcje (nie wszyscy) nie stawiają się na posterunku.
.

W piątek poskakałam po prelekcjach, lepszych, gorszych... Świetny był wykład mądrej pani z UJ na temat kuchni w starożytnym Rzymie (nigdy nie wiadomo co się w życiu może przydać...).

Skoczyłam na chwilę obczaić konwentowy bar Baron, ogólnie dedykowany graniu w gry. Uznałam że to może być dobre miejsce do odwiedzenia kiedy nie będzie konwentu i dużej ilości ludzi naraz. Przyjemny wystrój i duży wybór soków do piwa, tak wielu jeszcze nie widziałam. Nawet wysączyłam to jedno piwko, choć raczej szybko, bo miałam okazję zaobserwować grupę dziewcząt grających w grę polegająca na zadawaniu pytań, głośnych, przeklinająch i o zgrozo opowiadających sobie wesoło o zdradzaniu swoich facetów. Nie moje klimaty.


Sobota, zdaje się. Tutaj pan prowadził bardzo mądry wykład o naukowości w świecie Tolkiena. Mówił trochę za cicho i to był mały minus, ale ogólnie - wow.
.


Konwent idzie w trend cyfryzacji, tu - poprzez rodzaj dziwnej gry konwentowej, polegającej na wpisywaniu kodow na swoje konto. Takie rzeczy średnio mi podchodzą, zwłaszcza że trzeba zaczepiać obcych ludzi (innych uczestników) i prosić ich o kody. Oraz posiadać smarfon, i to dobry i drogi, żeby bateria nie padła od tego grania.
.



Wypróbowałam foodtracki polecane przez konwent. Zamówiłam curry - nie zachwyciło, natomiast powiem że pani sprzedawczyni była bardzo miła, że aż szkoda mi było odpowiadać na jej pytanie, tak typowe w gastronomii (czy smakowało?). No to powiedziałam jej prawdę, a ona się zmartwiła autentycznie. Być może tego typu sytuacje prowokują ludzi do sugerowania mi autyzmu.




W niedzielę miałam aktualnie wielką przyjemność uczestniczyć w warsztatach kuchni azjatyckiej prowadzonych przez TEGO OTO PANA kucharza. Ja coś tam kiedyś gotowałam, próbowałam, spolszczałam - vide moje curry - ale nie jestem kucharzem profesjonalistą. Pan przytargał mnóstwo rzeczy (i kuchenka indukcyjna, i japoński rice cooker, noże, gary i szpargały) oraz składniki spożywcze, zarówno te lokalne polskie jak i super originalne japońskie typu kostka curry. Gotował wiele potraw i robił to wyśmienicie, na zdjęciu curry które on zrobił. I to jest prawdziwe curry, pomyślałam, porównując z tamtym sobotnim.



.

....
Jako że konwent miał miejsce w szkole, człowiek miał okazję podglądnąć życie współczesnej młodzieży, propaganda picia wody z kranu w pełnej krasie.


...


,
Jeśli chodzi o marnowanie pieniędzy to zauroczyły mnie kubki od Akuma-Inn, zwłaszcza kocie RPG.
Konwentowa koszulka też podobała mi się na tyle aby ją kupić. (Copernicon 2019 był ogólnie fajniejszy niż ten krakowski konwent, ale koszulka była brzydka jak noc, więc niestety. A szkoda, bo sam przewodni motyw konwentu, tj. stworzenia magiczne był całkiem sprytny, szkoda tylko że nie zrealizowany przez lepszego rysownika).
,,


 
(nie zwracajcie uwagi na twarz ludzką tylko na koszulkę piękną)
....


Podsumowując:
"I ja tam byłem, miód i wino piłem, a co widziałem to wam opowiedziałem".