Pokazywanie postów oznaczonych etykietą netflix. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą netflix. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 października 2020

Over the moon - over the top (spoilers alert!)

Spojlery!


Nie jestem fanką Netflixa. Ostatnią rzeczą jaka mi się z nią kojarzy jest okołopedofilska afera z filmem "Cuties" i jej konsekwencja w postaci gigantycznego spadku liczby subskrybentów.

 Jeśli chodzi o originalne animacje Netflixa, widziałam "The Willougbys" (niezbyt), "Le Petit Prince" (nawet, nawet), "I Lost My Body" (okropieństwo) oraz "Klaus" (nie ideał, ale jak na dzień dzisiejszy jest to ich najlepsza animacja). Teraz zaś zapoznałam się z nowością - "Wyprawą na Księżyc" czyli "Over the Moon", w oryginalnej wersji językowej. Ten rok jest dość pechowy dla rzeczy związanych z Chinami - nowa Mulan miała zarobić miliony, również ten film ma chińskie dekoracje... oba przedsięwzięcia pozostawiają wiele do życzenia.

Główna bohaterka ma na imię Feifei (菲菲) i jest jedyną córką sprzedawców ciasteczek księżycowych. Mieszkają w  dużym domu na który, w prawdziwym świecie, jest nieosiągalny dla osób które zarabiają na życie w ten sposób. Również miejscowość w której mieszkają wygląda nierealistycznie przepięknie jak tradycyjne chińskie stare miasto. W trakcie piosenki przechodzimy od wspólnego wypieku ciastek do choroby (pewnie nowotwór) i śmierci matki - kalka z "Do you want to bult a snowman", gdzie zaczyna się uroczo a kończy śmiercią obojga rodziców podczas katastrofy morskiej. Rodzice zapoznali Feifei z chińską legendą o Change(嫦娥) i Houyi (后羿) - kolejna para tragicznie rozdzielonych kochanków, ona stała się boginią na księżycu, on pozostał śmiertelnikiem i umarł. Po czterech latach od śmierci matki ojciec zdecydował się poślubić kolejną kobietę, panią Zhong - razem z macochą w pakiecie dostajemy adoptowanego brata China. Feifei wolałaby żeby ojciec pozostał wierny pamięci jej matki i ponieważ w wieku dwunastu lat nie odróżnia legend od rzeczywistości (bardzo niepokojące) uznaje że jak prawdziwa jedyna miłość (reprezentowana przez Change i Houyi) istnieje, no to ojciec też musi podążać tym tokiem rozumowania - Change jest prawdziwa więc nie możesz się ożenić drugi raz. Dlatego trzeba zbudować amotorką rakietę i polecieć na księżyc. Jej.

Tak, główna bohaterka jest irytująca i przygłupia (mimo bycia prymusem w klasie). Jej nowy brat też jest irytujący choć zasadniczo nieszkodliwy. Nie ma kogo lubić. Feifei posiada białego królika (będą robić zabawki i sprzedawać?), a jej brat ma żabę która nie spełnia prawie żadnej roli w filmie.

Feifei jakimś cudem udaje się wzbić w powietrze, a później zostaje wciągnięta w strumień żółtego światła. Przez chwilę myślałam, że porywają ją kosmici, ale to tylko Change pomogła im dostać się na księżyc. I tutaj następuje koniec tego dobrego, tzn. ładnej animacji.

 Over the Moon' producer on why Asian representation is in the details

 Zdjęcie

Tak, animacja chińskiego życia codziennego była bardzo ładnie zrobiona - są cioteczki tańczące grupowo na ulicach, są obrzydliwe mundurki szkolne, od czasu do czasu słychać za angielszczyzną parę chińskich słów, jak w "Firefly". Niemniej najlepiej ogląda się różnorodność chińskiej kuchni (jestem przekonana, że niektórzy dostaną traumy na widok hairy crabs, krabów wełnistorękich), a także częściowo proces przygotowania (ciastka). Niestety, magia się kończy kiedy wkraczamy do świata mitologii. 


 Zaświaty są tak brzydko zrobione, że to aż boli, co za marnotrastwo. Nie wymagam poziomu studia Ghilbi czy chociażby przyjemnej stylistyki disneyowskiego "Herkulesa", ale to co dostajemy to jakaś profanacja. Jest tyle niesamowitych sworzeń w chińskiej mitologii, różne smoki, małpi król i cały repertuar podróży na Zachód... To mogło być coś pięknego i psychodelicznego. Tymczasem co zrobili animatorzy? Kto mieszka na księżycu oprócz Change i księżycowego królika? Kilka podróbek Angry Birds, glutowaty łuskowiec Gobi, kilka chodzących ciastek księżycowych, a reszta to tłum pastelowych glutów (takie glutowate zabawki nie są bardzo trudne do wyprodukowania, zapewne, ale kto chciałby coś takiego?).

Sama postać Change jest dość niekonsekwentna. Ciężko powiedzieć czy po prostu kobieta zwariowała, czy po prostu nie jest dobrze napisaną postacią... pewnie to drugie.

Nie wiem co mnie bardziej rozczarowało: animacja zaświatów czy muzyka. Piosenki są bardzo nijakie, wykonanie też nie powala na kolana. Ciekawe czy covery youtuberów będą trochę lepiej brzmieć... W dodatku piosenki często są wkomponowane na siłę (przykładem może być rap battle a'la Filip z konopii).

Zdjęcie
dużo glutków


Brakuje mi tutaj:

- logiki (Cinema Sins będzie miało o czym rozmawiać)

- ładnych zaświatów

- zapadających w pamięć piosenek

- sensownych przeszkód, dobrego czarnego charakteru/antagonisty

- zmiany fryzury, haha (Change miała rację co do tego)


Co było niepotrzebne:

- nachalne moralizarostwo (ach, żeń się ojciec, żeń, nie ma jak to moja patchworkowa rodzina)

niedziela, 3 maja 2020

netflixowe "After Life" - recenzja spojlerowa

Ostatnio obejrzałam dwa sezony netflixowego serialu "After Life". Dość nowa produkcja, sezon pierwszy zadebiutował w 2019, a drugi sezon został wyemitowany pod koniec kwietnia bieżącego roku. Reżyser serialu, Ricky Galvais, jest jednocześnie głównym bohaterem swojej opowieści.

Nie jest to zbyt duża inwestycja czasowa, dwa sezony po sześć odcinków każdy, a odcinek trwa około 30 minut, nawet trochę mniej.

Opis serialu był dla mnie bardzo zachęcający - żona Tony'ego umiera na raka piersi, i mężczyzna jest z tego powodu załamany, ma depresję, ale zamiast popełnić samobójstwo postanawia niejako ukarać świat poprzez łamanie konwencji społecznej i mówienie ludziom tego co myśli, brutalnej prawdy. Jak coś pójdzie źle to najwyżej popełni się samobójstwo. Trochę drama, trochę komedia, troche okruchy życia. Jak wyszło?

Bohaterowie nie byli ludźmi z krwi i kości, byli raczej zbiorem archetypów, co miało plusy i minusy. Pozytywem byli mieszkańcy miasteczka, charakterystyczni, dziwni, tworzący jeden wielki pokaz ludzkich osobliwości. Byli jednowymiarowi, ale to ułatwiało momenty komediowe tudzież tragikomiczne. Mieliśmy sympatyczną prostytutkę, która nigdy nie śpi, według moich obserwacji (pracuje całą noc a za dnia przechadza się po miasteczku i np. gawędzi z głównym bohaterem), listonosza żula, narkomana mieszkającego w garażu, i wielu innych.

Główny bohater to mało atrakcyjny mężczyzna blisko sześćdziesiątki (przynajmniej aktor jest w tym wieku) który bardzo kochał swoją żonę Lisę, i teraz nie umie się odnaleźć. Motywem przewodnim serialu jest oglądanie przez niego starych nagrań wideo z jego żoną... i to jest najgorsza część tego serialu. Biorąc pod uwagę ilość materiału wideo jaka dysponuje każe mi wnioskować, że jego życie małżeńskie polegało na bieganiu za swoją żoną z kamerą lub smartfonem i filmowaniem wszystkiego co się dało. Obecnie nie widzimy aby cokolwiek filmował, ale załóżmy że trauma wdowieństwa sprawiła, że stracił pasję do dokumentowania wszystkiego.

Cóż, samo oglądanie starych wideo to jeszcze nic takiego; otóż Lisa nagrała mężowi mnóstwo filmów do obejrzenia po jej śmierci, w których poucza go jak ma się zachowywać, np. że ma doceniać ludzi wokół siebie, że na pogrzebie ma płakać, ale potem ma się wziać w garść, i tak dalej. To jeden z najbardziej irytujących klisz we współczesnej kinematografii, od razu mi się przypomina parę innych dzieł popkultury, zepsutych tym właśnie motywem. Dzięki takim tanim sentymentalnym zabiegom, twórcy serialu robią ze zmarłej żony idealną świętą krowę.

Ojciec głównego bohatera, już mocno leciwy, cierpi na Aizheirmera i przebywa w domu opieki. Codzienne odwiedzanie ojca nalezy do codziennej rutyny Tony'ego; razem z nim odwiedza pielęgniarkę Emmę, która się nim opiekuje. Z czasem wykszałca się z tego wątek romansowy który nie wygląda bardzo wiarygodnie, ale cóż, większość scenarzystów nie radzi sobie z pisaniem przyjaźni więc wszystko staje się romansem bo to jest łatwiejsze.

Tony pracuje w darmowej lokalnej gazecie, gdzie zajmuje się opisywaniem lokalnych rozmaitości typu: hydraulik i ojciec rodziny identyfikuje się jako ośmioletnia dziewczynka albo starsza pani umie się porozumiewać z kotami. Za pensję z tego typu pracy stać go na ogromny piętrowy dom... tyle o realizmie. Tony pracuje między innymi ze swoim szwagrem Mattem, który ma raczej łagodne usposobienie i próbuje pomagać i przekonać do niezabijania się, choć to zadanie niekiedy niewdzięczne.

Wyszczególniłabym jeszcze postać Paula, psychiatry (choć może bardziej psychoterapeuty) do którego uczęszczają zarówno Tony jak i Matt, chyba najgorszy psychiatra na świecie - ludzie płacą mu krocie za sesje, a ten słucha jednym uchem, jego komentarze są wulgarne i obraźliwe, sam ma wyraźne zaburzenia. Często się słyszy o nieprzyjemnych sytuacjach między pacjentami a ich terapeutami, a ta postać to esencja tych wszystkich negatywnych doświadczeń, niczym Hukinol (skoncentrowany zapach potu ludzkiego do ostraszania dzików). Można powiedzieć, że bardziej wartościowe są rozmowy z Anne, przyjaciółką z cmentarza, również wdową.

W pierwszym sezonie, upraszczając, Tony jest nieprzyjemny dla prawie wszystkich wokoło, ogląda wideo ze swoją żoną, próbuje heroiny od znajomego narkomana, daje owemu narkomanowi tyle pieniędzy aby stać go było na popełnienie samobójstwa przez przedawkowanie, i koniec końców postanawia się trochę zmienić: być miłym dla dobrych ludzi w swoim otoczeniu, a wredność pozostawić dla tych którzy na nia zasługują.

W drugim sezonie zamiast narkotyków Tony popija alkohol, ogląda wideo z żoną, jest w miarę miły dla bliskich ludzi z otoczenia, Matt ma problemy małżeńskie, lokalna gazeta ma problemy finansowe, a chory na Aizheimera ojciec odchodzi na tamten świat. Jak na okruchy życia - trup ściele się gęsto.

Najlepszą rola została zagrana przez suczkę owczarka niemieckiego o imieniu Anti - wystąpiła jako Brandy, pies Tony'ego i jego główny powód do życia. Aż strach pomyśleć co będzie jak psa zabraknie.


Większość ludzi zapewne oceniłaby ten serial wyżej, w okolicach 8/10, bo poważny temat, depresja, i czarna komedia, i łamanie konwenansów społecznych, jaki ambitny serial. Odbieraliby serial bardziej na poziomie emocjonalnym. To nie był zły serial, miał błyskotliwe momenty, a ogólny obraz żałoby i stanów depresyjnych był stosunkowo trafny.


Moja ocena: 6,5/10